Fashion week day 3

W trakcie Fashion Week w Łodzi odbywał się też festiwal Łódź Design, na który postanowiłam się wybrać kosztem kilku pierwszych pokazów na Alei Projektantów. Sobotę zaczęłam dopiero od Michała Szulca. Jego kolekcja na wionę lato 2014 to po prostu, przemyślana, dobrze zaprojektowana i wykonana kompletna garderoba dla współczesnej kobiety. Grzeczne długości midi, luźne swetry i proste spodnie szły krok w krok z przezroczystościami, casualowymi bielami z nadrukowanym greckim bogiem i krótkim szortami w kolorze miedzi. Szulc pozostaje wierny swojej estetyce, nadal mamy proste geometryczne kroje w tym sezonie urozmaicone przeskalowanymi pagonami i patkami oraz łączeniem materiałów; skóry, wełny, tiulu.

Na pokazy Nenukko zawsze czekam z nieukrywanym zaciekawieniem. W tym roku emocje były o wiele większe, bo na długo przed Fashion Week’iem dotarły do mnie wieści, że team z okazji 5lecia istnienia marki pokarze coś zaskakującego. Okazało się, że Nenukko nie rzuca słów na wiatr i kolekcja „Quit” faktycznie była zaskoczeniem. Miłym zaskoczeniem. Dobrze znane szarości ustąpiły miejsca kolorom, nadrukom i spranemu jeansowi. Czyli wszystkiemu, co najlepsze w stylu lat 90tych. Klimat tamtych lat podkreśliły sportowe podkolanówki, kolorowe pasemka we włosach przewiązanych bandaną, ogrodniczki, koszule wiązane w pasie i kultowe wtedy jak i dziś Conversy. Całości stylizacji dopełniły okulary Kornik z lekkiego egzotycznego drewna. Na ubraniach obok nazwy kolekcji pojawiają się też różne sentencje. Na gumach sukienek i szortów napis „the last unicorn is gone” a na topach hasło dobrze znane każdemu, kto kiedykolwiek otrzymał zaproszenie na sale Nenukko „cash only”. Nie wiem czy to kwestia kolorów, czy bardziej niż zwykle sportowego charakteru, ale mam wrażenie jakby ta kolekcja była młodsza od poprzednich. Nie będę się tu rozpisywać o poszczególnych sylwetkach, obraz jest wart więcej niż tysiąc słów, dlatego nie ograniczałam się w dodawaniu zdjąć z tego pokazu. Jeśli mnie pamięć nie myli to po raz pierwszy w ofercie marki pojawiły się kostiumy kąpielowe.

 

Nenukko 4

 

Ostatnim pokazem, jaki obejrzałam tego dnia i jak się później okazało całego Fashion Week była kolekcja MMC Studio. Na wybiegu powstało rusztowanie, na którym grał punk-rockowy zespół, modelki przechadzały się pod nim a w finale próbowały rozkręcić imprezę pod sceną. Kolekcja sama w sobie nie była zbyt rockowa, mimo deklarowanych inspiracji rokowym stylem londyńczyków z lat 70tych. Wprawdzie pojawiły się ramoneski, ale miały one raczej uniwersalny miejski charakter. Nie zabrakło wszechobecnej na wybiegach bieli i nawiązań minimalizmu. MMC Studio chyba wpadło w pułapkę swoich własnych pokazów. Co sezon podnosili poprzeczkę, ale w tym niestety okazała się być ona za wysoko. Nie mówię, że była to porażka. Na tle większości kolekcji MMC nadal wypada bardzo dobrze, ale fani marki mogli poczuć się trochę rozczarowani. Mimo, że sylwetek było mniej niż zwykle ja zrezygnowałabym jeszcze z kilku najsłabszych, np. białych, niedopasowanych szortów i czarnej sukienki z przezroczystymi pasami odsłaniającymi babcine majtasy.

 

Najwyraźniej nadmiar polskiej mody szkodzi, a raczej niektóre udolne próby odświeżania starych trendów i inspiracji pokazami innych projektantów (tutaj bez nazwisk, ale chyba wiadomo, o kim mówię), bo niedzielę zamiast na pokazy, ledwo żywa ewakuowałam się do Warszawy. Tak oto zakończył się mój Fashion Week. Z garścią informacji z wykładu Yvan’a Rodic’a, głową pełną sprzecznych uczuć, co do polskiej mody, niezapomnianymi chwilami z afterów i małymi zakupami ze strefy Showroom.