Fashion Week day 2

Piątkową Aleję Projektantów zaczął jeden z dwóch najbardziej wyczekiwanych przez mnie pokazów, mowa o Joannie Startek. Jej zeszłoroczny debiut na OFFach mocno utkwił mi w pamięci i byłam bardzo ciekawa, co pokaże w tym sezonie. Z bólem serca muszę przyznać, że poprzednia kolekcja bardziej mi się podobała. Nie mówię, że ta była zła. Absolutnie nie. Był sportowo-elegancko-miejski duch obecny na poprzednim pokazie, były ciekawe rozwiązania jak np. proste saszetki przypinane do koszuli, były też plecaki i przede wszystkim dobrze skrojone i odszyte ubrania. Ciekawe szorty w wersji sportowej i eleganckiej, letnie garnitury, bluzy z dyskretnym nadrukiem (UN)REAL, klasyczne koszule i płaszcze ale wydaje mi się że ta kolekcja jest po prostu mniej męska a niektóre rozwiązania są dość wtórne. Duża skórzana metka/kieszonka przyszyta na piersi do złudzenia przypomina przeskalowane metki z jesiennego-zimowego pokazu Nenukko. Krótko mówiąc jest dobrze, ale mogło być lepiej.

 .

Joanna Startek 4

 

Odio i Jakub Pieczarkowski to kolejne przejście z OFFów na Aleję. Każdy, kto zna „Pieczarkę” i wie, czego można się po nim spodziewać nie poczuł się rozczarowany. Jakub w duecie z Aleksandrą Ozimek pokazał interesującą kolekcję zdominowaną przez czarne dzianiny z wielobarwnym, ręcznie wykonanym sitodrukiem. Moja ulubiona sylwetka to czarny płaszcz z motywem białej popękanej farby. Coś, co niejednokrotnie można było zobaczyć chociażby u Margieli. Kolekcję zaraz po pokazie można było kupić w strefie showroom. Co ewidentnie okazało się skutecznym zabiegiem marketingowym, bo następnego dnia dużo fashionistów przyszło na pokazy w ciuchach prosto z wybiegu.

 

Na pokazach Moniki Ptaszek zawsze możemy spodziewać się sylwetek dla niegrzecznych chłopców i przystojnych modeli. Tak też było w tym sezonie. Główną inspiracją stali się surferzy. Pojawiły się neoprenowe bluzy i leginsy jednoznacznie nawiązujące do pianek dla nurków. Były też farbowane koszule, proste bermudy i luźne spodnie o mocno obniżonym kroku. Monika odkąd pamiętam trzyma poziom i stale podąża jasno określoną ścieżką.

 

Pokaz Grzegorza Kasperskiego to niestety kolejne rozczarowanie tego dnia. Pamiętam jego debit na Fashion Week, kiedy to bardzo sceptycznie podeszłam do kolekcji zaprojektowanej przez (co tu ukrywać) makijażystę Maybelline New York. Jednak wtedy Grzegorz bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Zalał wybieg metrami powiewającego szyfonu i innych zwiewny materiałów przemieszanymi z eleganckimi kobiecymi sylwetkami. Co mam dużo mówić, mam słabość do prawdziwych show-stopperów w stylu dawnego Hollywood. W tym sezonie spodziewałam się kolejnego czerwonego dywanu, ale niestety go tam nie było. Hmmm, może był, ale z jakiegoś mniejszego miasteczka, bo na pewno nie z Nowego Jorku. Co nie znaczy, że nie było kreacji, które mi się podobały. Były, ale trochę mam wrażenie jakby projektant postawił na ilość a nie jakość. Mnogość sylwetek przytłaczała, nawet trendów makijażówych było aż pięć i co zabawne dwie nazwy kolekcji. W zależności od tego, do jakiej informacji prasowej sięgniemy raz nazywa się ona „42” a innym razem „5th Avenue” (zupełnie jak buty pewnej marki).

lukasz jemiol basic

 

W tym sezonie u Łukasza Jemioła na wybiegu nie było ani blogerek ani stylistek za to pojawił się Superman, Batman, królik Bugs oraz logo Warner Bros. Najwyraźniej wytwórnia pozazdrościła ostatnich modowych sukcesów Myszki Miki i postanowiła wylansować własnych bohaterów. Linia Basic na wiosnę lato 2014 jest jak linia Basic na każdy inny sezon. Mamy miękkie, wygodne, luźno dopasowane, uniwersalne sylwetki. Dominuje czerń i odcienie szarości. Zastanawia mnie jednak pierwsze zdanie z informacji prasowej „Nowa kolekcja Łukasz Jemioł BASIC odznacza się zupełnie nową, wyjątkową formułą.” Może jestem niewyedukowana, by nie powiedzieć głupia, ale ja owej wyjątkowej formuły nie widziałam. Chyba, że chodziło o wykorzystanie wizerunku postaci z bajek, ale to też nie jest ani nowe ani wyjątkowe.

 

Piątkową sinusoidę pokazów zakończyła Eva Minge. Tuż przed pokazem ktoś zaproponował, aby opuścić show i pójść na pizzę. O włos nie wygrała pizza. Na szczęście zostaliśmy i zobaczyliśmy jedyny w swoim rodzaju spektakl. Kolekcje Minge jakie są każdy wie. Najważniejsze, że projektantka ma na nie stałe klientki i niech się jej powodzi. Zaraz po pokazie, a było to już przed 23, goście zostali poproszeni by zostać na swoich miejscach, bo Eva będzie odpierać nagrodę a nawet dwie nagrody od przedstawiciel American Academy of Hospitality Sciences. Były przemowy, podziękowania i błędy w tłumaczeniu, ale w całej tej szopce duży plus dla Minge, za to że potrafi się śmiać ze swoich wpadek i ma siłę iść dalej.