Stukot maszyny – wywiad

Michał Sebastian ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Łodzi w 2003 roku na kierunku Projektowanie Dzianin i Ubiorów Dzianych. Od 1999 roku zdobywał doświadczenie zawodowe, współpracując z wieloma firmami odzieżowymi. W tym czasie realizował również autorskie kolekcje oraz projekty dla indywidualnych klientek. W okresie 2003-2010 mieszkał w Londynie, gdzie pracował dla Clementsa Ribeiro, Hussaina Chalayana i Ann Sofie Back. Współpracował wówczas także przy realizacji niezależnych projektów artystycznych, jako stylista przy sesjach fotograficznych, wideoklipach i ekspozycjach muzealnych. Lata te to okres zdobywania bezcennych doświadczeń designerskich, światopoglądowych i kulturowych. W 2011 narodziła się marka Michał Sebastian.

 

 

 

Z Michałem Sebastianem umówiłam się w jednej z warszawskich kawiarni by porozmawiać o jego początkach w modzie i motywacji do działania. Na spotkanie przyszedł uśmiechnięty od ucha do ucha a jego ogromny optymizm, sprawił, że w trakcie rozmowy za oknem zaczęło świecić słońce.

Swój pierwszy kontakt z szyciem zawdzięczasz babci?

 

Tak, moja babcia dorabiała wieczorami, jako krawcowa, więc w domu było pełno materiałów a ja bawiłem się zszywając je, później szyjąc sukienki dla lalek siostry, a jako nastolatek przerabiałam ubrania z second handu. Całe moje dzieciństwo związane było z krawiectwem, nawet zasypiałem przy dźwięku maszyny do szycia. Dlatego teraz wchodząc do pracowni zamiast stukotu słyszę odprężającą kołysankę z dzieciństwa.

 

Pamiętasz swoją pierwszą maszynę?

 

Oczywiście, mieszkałem wtedy w Londynie i na urodziny dostałem Husqvarne od mojej koleżanki. Ona sklei dostała ją od starszej pani, dla której pracowała, która chciała się pozbyć nieużywanego sprzętu.

 

Zanim porozmawiamy o Londynie opowiedz o swoich początkach w Polsce. Zacząłeś od Łódzkiego ASP?

 

Nie obyło się bez małego fortelu. Moja rodzina jest bardzo tradycyjna i nie chcieli bym wiązał swoją przyszłość ze sztuką, dlatego by ich zadowolić zdawałem na germanistykę a do ASP tak na wszelki wypadek jakbym nie dostał się na pierwsze studia. Gdy okazało się, że przyjęli mnie do Łodzi wiedziałem, że jest to właściwe miejsce dla mnie. Był to okres wyjścia poza ścisłe ramy rodziny i intensywnej nauki przy wszechobecnym zapachu terpentyny. Nauczyłem się jak czytać sztukę, jak szukać inspiracji i jak stworzyć spójną kolekcję.  Zaraz po studiach poszedłem do biura pośrednictwa pracy i powiedziałem, że szukam pracy, jako projektant, niedługo po tym pracowałem projektując ubrania dla supermarketu. Mimo że pracowałem w zawodzie i zarabiałem nie małe pieniądze czegoś mi brakowało, dlatego postanowiłem wyjechać do Londynu.

 

Z dnia na dzień rzuciłeś pracę i wyjechałeś?

 

Można tak powiedzieć, chociaż myśl o Londynie od jakiegoś czasu chodziła mi po głowie to pewnego dnia postanowiłem, że czas zamienić słowa w czyny i wyjechałem nie znając języka i nie mając tam nagranej pracy.

 

Dość odważne posunięcie, nie bałeś się?

 

Intuicja podpowiadała mi, że to właściwa decyzja, więc wierzyłem, że wszystko będzie dobrze. Zaraz po przyjeździe poszedłem do pracowni Arkadiusa i po prostu zapytałem czy nie znalazłaby się dla mnie. Moje projekty na tyle się spodobały, że praktycznie z miejsca zostałem zatrudniony.
Niestety zanim zacząłem pracę Arkadius zbankrutował. Nie poddałem się, zacząłem pukać do drzwi innych projektantów. W erze wysyłania CV i portfolia mailem, każdy był zaskoczony i zaintrygowany, że nagle ktoś z Polski przychodzi ze swoimi projektami i szuka pracy. Tak właśnie znalazłem się u Clementsa Ribeiro. Niestety praca czy staż u projektantów jest mało płatna, jeśli w ogóle, więc musiałem poszukać sobie dodatkowego źródła dochodu. Wstawałem o drugiej nad ranem by zdążyć na czwartą do pierwszej pracy w kanapkowni, następnie jechałem do centrum gdzie byłem coffee boy’em a potem do pracowni.

 

Pracowałeś też dla Husseina Chalayan i Anne Sofie Back?

 

Gdy pracowałem dla Husseina rozpierała mnie pozytywna energia i ogromna radość. Pełen inspiracji Londyn a w nim ja, chłopak spod Radomia spełniający marzenia, pracujący u mistrza. Mimo że do moich obowiązków należało prozaiczne szukanie guzików czy klamerek pasujących do kolekcji to wiedziałem, że należę do zespołu i jestem częścią tej nadzwyczajnej machiny. Był to niesamowity okres w moim życiu. Popołudnia w pracowni, noce w klubach na najlepszych imprezach, na których bawiła się Björk a Kylie Minogue tańczyła za DJką. Rano wracałem do pracy coffee boy’a gdzie ze znajomymi wspominaliśmy, co działo się poprzedniej nocy. Dużo się działo, może nawet za dużo, aż w pewnym momencie bańka pękła. Trochę zgubiłem się w używkach a mój związek się rozpadł.

 

Jak sobie poradziłeś z tym wszystkim?

 

Coco Chanel po każdym zawodzie miłosnym zamykała się w pracowni i oddawała się projektowaniu. Ja robię dokładnie tak samo. Pracownia to dla mnie pewnego rodzaju azyl, gdzie zawsze mogę się schronić niezależnie od tego, co dzieje się w moim życiu.

 

Przysłuchując się twojej historii widzę, że wszystko, czego zapragniesz spełnia się, najpierw ASP i praca projektanta, potem kariera w Londynie a teraz szturmem zdobywasz Polski rynek. Uważasz się za szczęściarza?

 

Nie wierzę w to, że ktoś rodzi się szczęściarzem a ktoś inny nie. Wszyscy startujemy z tego samego poziomu a na szczęście i sukces trzeba zapracować. Ważne jest by mieć plan, wiedzieć, czego się chce i wierzyć, że można to osiągnąć. Jak wiara przełoży się na działania to osiągniemy sukces. Gdy napotykam na przeszkody nigdy nie mówię „mam problem” tylko „rozwiązuję problem”, to o wiele bardziej produktywne. To samo tyczy się zazdrości, zamiast zazdrościć, że ktoś stworzył świetną kolekcję lepiej jest zastanowić się, co mogę zrobić by zaprojektować równie dobą jak nie lepszą kolekcję. To, co chcę powiedzieć to, że dla każdego jest miejsce i każdy może odnieść sukces, wystarczy pozytywne myślenie i ciężka praca. Cieszmy się każdym dniem, każdą małą rzeczą i nie skupiajmy się na negatywach. Dobre życie to nie ciągłe odpakowywanie prezentów tylko spokój ducha.

 

Myślę, że z tej rady każdy może skorzystać, nie tylko młody projektant. Co planujesz w najbliższej przyszłości?

 

Właśnie wypuściłem na rynek limitowaną serię 6 bluzek z bawełny i jedwabiu, jest to minikolekcja, która będzie ukazywać się kwartalnie. Projektuję też linię męską, planuję pokaz oraz otwarcie butki i metamorfozę strony internetowej. Prowadzę też rozmowy w sprawie współpracy z kilkoma firmami, ale póki, co nie mogę nic więcej powiedzieć.